Hej, tu Oliwka. Mam 18 lat, ponad miesiąc temu skończyłam szkołę, a jutro piszę ostatni egzamin maturalny do którego jestem kompletnie nieprzygotowana. Przez pandemię pozmieniało się wiele moich planów, miałam mieć teraz najdłuższe wakacje mojego życia. Wyjazdy z przyjaciółmi w trakcie których łapalibyśmy ostatnie promienie słońca i chwile beztroski. Które miałabym zapamiętać na długo i mówić później o najlepszym okresie mojego życia. Miałam iść do pracy, dorobić na studia, ale teraz ciężko znaleźć coś sezonowo. Wakacje jednak nagle zrobiły się krótsze, przepełnione strachem o maturę. Taki los.
Widzę, że Pat zaczęła pisać posta, ale na razie świeci on pustkami XD Nawet jej za to nie ochrzanię, bo mamy niezły zapiernicz w szkole. No delikatniej już nazwać się tego nie da. Informacja dla wszystkich gimnazjalistów (a konkretniej dla dwóch roczników, które pozostały, bo to gatunek wymierający) - nie, nie chcecie już kończyć gimby i iść do liceum. Uwierzcie, NIE CHCECIE. W gimnazjum uczyłam się dobrze. Nie byłam jakaś wybitna, ale czerwony pasek (nie, nie na tyłku) miałam, a testy gimnazjalne zdałam naprawdę świetnie. Więc jak ktoś mi wytłumaczy, czemu teraz trójka to dla mnie wielki sukces i marzenie, to będę wdzięczna. Aktualnie wracamy do domów siadamy i same nie wiemy za co się zabrać. Tego jest tyle, że żeby się ze wszystkim wyrobić trzeba zarywać nocki a i tak piątki nie będzie. Nawet nie liczcie na to, że nauczyciel wam w czymś pomoże. To już nie te czasy. Oczywiście jest parę wyjątków, które wszyscy uwielbiamy, ale no... To rzadko spotykane. Zazwyczaj nauczycie...